Zakładki:
Dublin on-line
Irlandia
Strony polskie o Irlandii
|
wtorek, 12 czerwca 2007
Udalo mi sie!! Dostalam kredyt i kupuje samochod! Ty;lko dla siebie!
Hurra!
Witaj 206-ko!
sobota, 09 czerwca 2007
Został mi już tylko tydzień.
Dziś pożegnałam się z Claire, gdyż był to nasz ostatni dzień wspólnej pracy. O ironio, ta 'wredna baba' z customer service' była wyjątkowo wzruszona, kiedy uścisnęła mnie i życzyła wszystkiego najlepszego. Dziwne.
Zaplanowano przyjęcie. Moja kochana rodzinka jeszcze będzie w Tralee, uda im się więc zobaczyć cała ekipę, z która pracowałam. Ciekawe, kto przyjdzie?
Icheva - jakkolwiek by się nie pisało, po irlandzku znaczy dobranoc/do widzenia!
wtorek, 05 czerwca 2007
Tabela
Willie: Jak przedstawia sie tabela? Szymonowic: Jaka tabela? Matte: co znow za tabela? W: No, jak sie przedstawia tabela? M&S: ...? W: Naszej grupie? Jak sie tabela przedstawia naszej grupie? Czy mozesz to sprawdzic w necie? Chwila milczenia nabrzmiala smiechem.
S: 'Dzien dobry, tabela jestem'.
Kolejna przeprowadzka
Jeju, od pol roku nic nie napisalam. Pol roku!A sytuacja zmienila sie diametralnie.
Zwalniam sie.
Dostalam nowa, lepsza oferte. Wyzsze stanowisko, wiecej pieniedzy, i wszystko byloby lepiej, gdyby nie zmiana miejsca zamieszkania. Musze sie przeniesc... Do Limerick'u. Troche mnie to przeraza, gdyz kocham Tralee - mimo, iz po ponad roku jest nudne i meczace. Ale...
Decyzja zostala podjeta. Myslalam, ze moze moja obecna firma w jakis sposob zacheci mnie do pozostania, ale ich oferta nie byla nawet ciekawa. Nie byli w stanie mi zaproponowac takich samych, nie mowiac o wiekszych pieniadzach.
I tak oto musze zostawic moja nowa chatke (przesliczna, notabene), moich przyjaciol i po raz kolejny pozeglowac hen, w nieznane (zaczynam dziwnie mowic - to chyba w wyniku nostalgii, ktora mnie ostatnio ogarnia). Zupelnie jak 13 miesiecy temu.
środa, 06 grudnia 2006
Dziwne zachowania szefa
Dziwne zachowania szefa
Moj szef zachowuje sie dziwnie od jakiegos czasu, ale ostatnio przechodzi to wszelkie pojecie. Kathryn twierdzi, ze to choroba psychiczna, zas Eleine - ze mam na siebie uwazac:) Ale do rzeczy. W zeszlym tygodniu we wtorek, jak zwykle, przyszlam do pracy na piata. Nie widzialam szefa przez dluzszy czas, co niekoniecznie mnie zmartwilo, nigdy mnie nie martwi. Kiedy jednak w koncu on znalazl mnie - a moze ja jego, nie wiem - zaczal cos dyskutowac na temat chorob roznych ludzi, tudziez mojej piatkowej niedyspozycji - nerki i te sprawy - i podal mi roster na okres swiateczny mowiac, i nie dodajac nic ponad to, ze moje godziny powinny mi pasowac przed wyjazdem do domu. Tak. Pozniej... Pozniej wspominal o swojej mamie, gdyz dlugo jej nie widzial. Wczoraj rozmawialam z Trish. I dowiedzialam sie, ze odchodzi. To tajemnica, a jednak poinformowala mnie o tym. I w ten sposob tracimy kolejnego managera, a na dodatek - tracimy zastepce glownego. W koncu Kathryn dostanie te robote, nie ma innego wyjscia. A ja... Ja mam w czwartek polroczne review. Nie bedzie zle, twierdze nawet, ze bedzie bardzo dobrze, gdyz szefo jest zachwycony, a poza tym potrzebuje mnie i, nie kadzac, jestem niezla w te klocki. Tak wiec teraz czekam na kolejne objawy dziwnych zachowan mojego drogiego bossa.
poniedziałek, 27 listopada 2006
Odkrylam wlasnie, ze w bebnie suszarki pelno jest 'kotkow'. Nigdy nie spodziewalam sie, ze moj garnitur i skarpetki moga sie tak 'koltunic'... **** Nadchodzi ten magiczny moment, kiedy musze zaczac myslec o przezntach dla rodziny - przyjaciol - znajomych i innych od krolika. Od ponad tygodnia, na fali irlandzkich przygotowan do swiat, podsluchujac rozmowy znanych mi Irlandczykow, ktorzy juz wiekszosc zakupow swiatecznych maja zrobiona - co nie przeszkodzi im szalec i kupowac jeszcze wiecej tuz przed swietami, chyba tylko po to, aby poczuc 'ten klimat' - przegladam wiec od dwoch tygodni katalogi i stan naszego wlasnego sklepu. I to chyba jest - byl - blad. Bo widzicie, na 2 tys stron katalogu argosu, katalogu swiatecznym i na kilkuset metrach kwadratowych powierzchni naszego 'sklepu swiatecznego' nie widze nic, co moglabym podarowac wszystkim tym krewnym-i-znajomym-krolika. No, bo co podarowac 12-letniej dziwczynce, ktora tak naprawde inetersuje sie wszystkim, ale konkretnie niczym? Albo 17-letniemu maniakowi komputerow, ktory, jak czegos nie ma, to sciaga, albo prosi ojca, zeby mu kupil... Albo 3-letniemu dziecku, chrzesnicy, ktora do tej pory widzialo sie moze z 10 razy w zyciu, z czego wiekszosc za czasow jej inkubatora... A to tylko dzieciece prezenty. Nie wspominam wogole o Matte czy reszcie ekipy, bo chyba znow w tym roku wpadniemy na genialny pomysl 'nie rozbienia prezentow'.Ekoomicznie i prosto, tylko troche nieladnie. Bo Kate na imieniny dostala i perfum, i misia, i obraz, a oni... 'Well...' **** Mam wrazenie, ze Babelek strasznie sie nudzi. Znow gaworzy jak niemowle, ale przynajmniej sasiedzi nie beda mieli pretensji o to, ze trzymamy zwierzeta w domu. Juz kilka osob pyatlo mnie, czy to chlopiec czy dziewczynka. Zgodnie z prawda odpowiadam, ze nie wiem jeszcze, co niezmiennie wprawia wszystkich w oslupienie. Jednakowoz, jako tolerancyjni Irlandczycy, kiwaja po kilku sekundach ze zrozumieniem. Co kraj to obyczaj... ****
Niedzielny wieczor i takie tam
Niedzielny wieczor i takie tam Poniedzialek. O ile pamiec mnie nie myli, zostaly 3 tygodnie i 4 dni do wyjazdu do domu. O tej porze w piatek 22 powinnam byc gdzies, tam, w Wlk Brytanii. O, rozkoszy! Dzieki temu, ze bede miala do tego czasu jeszcze tylko... 5 dni wolnych, nim sie obejrze nadejdzie czas wyjazdu. A jeszcze przed chwila bylo ponad piec tygodni! Na zewnatrz nadal szalenczo wieje, ale przestalo padac. Tymczasowo, gdyz nie wierze, ze taki stan rzeczy utrzyma sie dluzej niz godzine. Bosze, jestesmy przeciez w Irlandii! Musi zaczac padac, nie ma wyjscia. Wczoraj obejrzelismy Piratow z Karaibow 2,w nadziei na pelne odprezenie po sobotnich ekscesach imieninowych. Panstwo Alien zrobili rosol, do ktorego, co zaskoczylo mnie niezmiernie, dodali ziemniaki. Czy ktokolwiek kiedykolwiek jadl rozol z ziemniekami?! No, ale narzekac nie bede. Po filmie pani manager Kate zrobila kolacje, zabrala komputer do sypialni i zaczela grac. Do piatej rano. To jednak nieistotne. Mialam opowiedziec swoje wrazenia z filmu. Czulam sie glownie... zawiedziona. Jak zwykle na kontynuacjach czegos fajnego. Film, owszem, byl fajny, ale brakowalo mu tego humoru... Nawet znalazlo sie kilka sytuacji - jak ta z trumna na poczatku, biedna wrona! - aczkolwiek Piraci to juz teraz film prawdziwie przygodowy, gdzie walki na miecze, potwory morskie i efekty specjalne wypadaja z pudelka z plyta, a poczucie humoru... Coz, musieli zapomniec o nagraniu tego dodatku na dvd. A jednak nie jest to film zly - raczej sie dluzy, zwlaszcza kiedy bardzo chce czlowiek isc do lazienki, ale oglada sie go z przyjemnoscia. Przymykajac oko na niektore niedociagniecia... **** Pomyslalam o wstawieniu jakiegos fajnego zdjatka, ale... Nie mam. Wlasnie zdalam sobie sprawe, ze od kilku tygodni - miesiecy w sumie - nie zrobilam zadnego zdjecia. Nic sensownego. Zaczelam w wakacje znow malowac, kilka prob na wprawienie reki i... Moj ocean nadal jest w fazie podkladowej, czeka na sensowniejsze nalozenie farb, bo poza generalnym rozlozeniem kolorow nie ma tam nic i wyglada to jak obrazek szesciolatka malowany plakatowkami. Tak, wstyd mi, kiedy ludzie przychodza, patrza na niego i mowia: 'Twoje? Jakie sliczne...', a ja czuje sie jak uswiadomiony szesciolatek. Co nie zmienia faktu, ze konkluzja tegoz wywodu jest oznajmienie wszem i wobec, iz BRAK MI CZASU NA COKOLWIEK. Z racji obejmowanego przeze mnie obecnie stanowiska - czyli nightpack managera - spie w ciagu dnia, zyje noca, a w tychze godzinach ciezko jest malowac czy robic zdjecia. Wtedy sie tylko dobrze czyta czy gra.Ewentualnie patrzy w sufit. Owszem, sa tego profity - paktycznie nie wydaje pieniedzy - poza taksowkami, jakos trzeba sie przemieszczac pomiedzy praca a domem - i czas pedzi jak szalony... Co do tych pieniedzy to i tak nie robi to wiekszej roznicy, bo od czasu wycieczki do Dublina na koncie mam malo, teraz wrecz nic, a wiec oszczedzic nie oszczedze... A nastepna wyplata podzie na prezenty i wyjazd do Polski... Bynajmniej, brak czasu negatywnie wplywa na moje wrodzone talenty (jak to dumnie brzmi! Jakbym jakims Van Goghiem byla czy cus...) sprawiajac, ze one zwyczajnie... zanikaja. Jezeli kiedykolwiek byly. Ostatnio wzielam kartke i olowek, chcialam cos na szybko naszkicowac, komus cos tam wyjasnic za pomoca najprostszego pisma na swiecie, obrazkowego (tak, wyjasnialam to idiocie:P) i... Nie wyszlo. Jakby ten olowek nie pasowal mi do dloni. Byl niewygodny, uwieral w pierwsze zlaczenie kosci srodkowgo palca, byl twardy i nie poddawal sie naciskom mojej reki. Coz, zapomnialam jak to jest, trzymac olowek w prawej dloni... --wiem, powinnam byla przelozyc go do lewej, byloby pewnie lepiej--- **** Aretha Franklin spiewa 'Walk on by', a ja zabieram sie za pranie-suszenie-sprzatanie-gotowanie, czyli: - przelozenie ubran z pralki do suszarki; - zrobienie zupki chinskiej; - pozbieranie ubran z podlogi w sypialni (czyt. posprzatanie) i wlozenie ich do pralki. Ach, to prozaiczne zycie o poranku! Za dwie godzinki do pracy...
niedziela, 26 listopada 2006
Huragan
Huragan No, to mamy huragan. Fachowy, prawdziwy huragan irlandzki:) Pada, nie, leje, szyby slywaja strugami deszczu, kominek huczy - wiatr dostaje sie do srodka komina i co jakis czas zapedza sie az do paleniska, rzucajac snopy iskier na ekran. Na sztalugach stoi szkic zatoczki, niczym w Cobh, ale wole sobie nie wyobrazac, co musi sie tam dzisiaj dziac. Choc moze w Corku i okolicach dzis nie jest tak zle, moze to tylko Kerry... ` Pani manager ma wolne. Pani manager kontempluje pogode i sytuacje zyciowa, w ktorej sie znalazla. Slowem jednym, pani manager leczy kaca. Tak, wczoraj pani manager obchodzila swoje imieniny, hucznie, z dala od Dublina i przyjaciol, ktorzy wczoraj swietowali z okazji nowej posady A. Tak, pani manager Kate nie czula sie z tego powodu najlepiej. Jakos tak teskno jej ostatnio, smutno, brak tego wielkiego miasta. Niby go pani manager nigdy nie lubila za bardzo, ale teraz sentyment bierze gore, bierze gore tesknota. Wczoraj pani manager ogladala gwiazdy - tak, tuz przed poczatkiem huraganu niebo przybralo pieny, grznatowy kolor, gwiazdy odbijaly sie w kaluzach, a S. jezdzil na rowerze bez siodelka i lancucha... Tak, imieniny byly dosc ciekawe. Moj zoladk czje to do tej pory, jak zwykle, kiedy przesadzam alkoholem. Tak, wczoraj tesknilam bardzo. W taka pogode marze o... wlasciwie o niczym. W taka pogode nie mysle. Patrze na zalane szyby, slysze wiatr w kominku i juz nie moge sie doczekac, kiedy zaczne ogladac druga czesc przygod Jacka Sparrowa. Najpierw jednak poczekam na tych szalencow, ktorzy pojechali 'po cos dobrego' do sklepu. O ile uda im sie przebic przez miasto, gdyz przy takich ulewach NrthCircRoad jest zazwyczaj kompletnie zalana.
A w domku bylo plus 13 stopni i swiecilo slonce!!
wtorek, 21 listopada 2006
Depresja jesienna
Depresja jesiennaBoze, co sie dzieje! Czy wszyscy Polacy w Irlandii tak maja, czy to tylko mnie dopadla jesienna depresja?Dzis na ganku znalezlismy pomaranczowy lisc kasztanowca. Jakim cudem? W okolicy nie ma zadnych kasztanowcow. Ale lisc jest. Schowany gleboko. I tak jakos teskno sie robi za ta zlota, polska jesienia... Bo tu pada. Pada bez przerwy i z roznym natezeniem, a jak nie pada, to i tak mozna powiedziec, ze przeciez zaraz zacznie padac. Kilka dni temu przez caly dzien - z przerwami, oczywiscie, jestesmy przeciez w Irlandii- padal grad. Nawet o 2 w nocy, kiedy konczylam prace. Padalo wczoraj w nocy, kiedy nie moglam zasnac. Na scianach pokoju dziwnym wzorem odbijaly sie splywajace po szybie okna krople deszczu, nie, strugi deszczu, ta powodz, to szalenstwo. Pada szalenczo, niczym kara boska, niczym nawalnica, katastrofa, jakby nic juz poza ta ulewa byc nie mialo, albo pada powoli, systematycznie, spokojnie, jaby deszcz ten nigdy nie mial sie zakonczyc. Wieje wiatr, na szczytach gor lezy bielutki snieg, przypominajac troche dom, wzmagajac tesknote. Nie chce sie wychodzic z domu, nie chce sie jesc, nawet spac sie nie chce.
Nocki
Praca na nocki nie jest zla. A przynajmniej tak sobie tlumacze. Jestem swoim wlasnym szefem. Nikt mi nie wchodzi na leb, nikt nie kaze zrobic tego-tamtego i ogolnie mozna sie odprezyc. Staff pracujacy wieczorami to naprawde mili ludzie, pracowici, oddani, sensowni. CZego nie mozna powiedziec o drugiej stronie sklepu. Bo naprawde bylo milo. Ukladalo sie wszystko. A pozniej... Pozniej ta impreza, kiedy Kate, z lekka wyczerpana tygodniowa choroba i praca 10 dni pod rzad, na sniadaniu zjedzonym o godzinie 1, wyszla ok 9 na impreze. Wypila 2 lampki wina, 3-4 pinty i... dalej nie pamieta. Jakies przeswity, jakies slowa i zdarzenia. Niestety, zwiazane z druga strona sklepu. I wczoraj Kate wrocila po owym 'szalonym weekendzie' do pracy. Z owa druga strona. I nie jest dobrze. Bo Kate bawila sie dobrze, ale druga strona bla calkowicie trzezwa i w ten sposob na to nie patrzy. I moze Kate przezylaby tejze drugiej strony rozczarowanie i niechec gdyby nie fakt, ze owa druga strona musiala opowiedziec kazdemu w sklepie, co tez ta Kate wyrabiala na sobotniej imprezie. Niby nic takiego, ale jednak... No, bo przeciez bylam grzeczna. Nikogo nie zarwalam, nie stracilam przytomnosci, nie spadlam z zadnych schodow, nie wyladowalam w rowie. Swietnie sie bawilam, tanczylam bardzo duzo, wlacznie z tancem z E. na stole. W jednej z knajp zostawilam sweter, ponoc druga strone kilkakrotnie zadrapalam paznokciem - coz, mam juz dlugie, z poswieceniem chodowane, zdara sie nawet na trzezwo. No, i napisalam kilka smsow, ktorych troche zaluje, ale niby tez nic zlego... I nie odebralam wiadomosci z informacja, gdzie e. polozyla plaszcz. Koniec historii. Czy to az tak wielki powod, aby mnie tak dolowac?
poniedziałek, 06 listopada 2006
Nightpack manager
Zotalam Nightpack managerem. Tak, osiagnelam to, czego chcialam. Swiat zawirowal i dal mi, na szesc tygodni, zabawe, ktorej nie moglam sie oprzec. Zeby sie sprawdzic. Zeby udowodnic. Zeby nie byc. Jakiekolwiek nie bylyby tlumaczenia, chodzi o to, zeby przez te 6 tygodni nie istniec. Nightpack manager nie ma zycia - ma prace i sen. Czasem je, czasem, przez przypadek, w malignie zmeczenia, zobaczy swych znajomych. Potem, od soboty rano do poniedzialkowego popoludnia, ma wolne. I nie wie, co z soba zrobic. Powinien przestawic sie na ruyne normalnych ludzi, wstac o 10, polozyc sie spac po 14 godzinach, czyli dokladnie wtedy, kiedy w ciagu tygodnia zaczyna sie prawdziwa zabawa w pracy. W niedziele jest lepiej, po jednym takim dziwnym dniu mozna sie przyzwyczaic, ale potem nadchodzi poniedzialek i okolo polnocy, kiedy trzeba naprawde sie wysilic, Nightpack manager zaczyna czuc sie zmeczony. I tak przez 6 tygodni... Ale dzieki temu czas minie szybciej. Byc swoim wlasnym szefem, miec wszystko pod kontola - albo i nie, poprostu byc samemu - przez caly czas. Wracac do domu nad ranem, zmeczonym, bo praca w nocy bardziej meczy, zasypiac, wstac po poludniu i isc do pracy. A tuz przed swietami... 12 godzin na dobe przez 12 dni pod rzad. I dom. Bo to tylko o to chodzi. Po tym wyczerpujacym maratonie bede w domu.
Zaczynam wariowac. Wrocilam z Dublina. Niby tylko 3 dni minely, a mnie sie wydaje, ze to juz tysiaclecia. Spacer O'Connell Street zdaje sie byc tak nierealny, Henry St. wieczorem, kiedy nie ma juz na niej ludzi biegajacych z zakupami, widok Spire na tle blekitnego nieba, otoczonej setkami spacerujacych ludzi... Tak, to musialo byc tysiac lat temu. A jednak te tysiaclecia nie lecza mojego smutku. Dzialo sie tyle rzeczy... O niektorych chcialabym nie pamietac, o innych nie chcialabym zapominac. Ale nie umiem. Boli mnie tesknota do tego wielkiego, brudnego, halasliwego Dublina, pelnego niemilych ludzi i zapachu spalin. Z zielenia zamknieta za wysokimi metalowymi plotami parkow, z ludzmi, o ktorych trzeba sie ocierac na ulicy. Boli tesknota za tymi, ktorych sie kochalo, ktorym sie ufalo - bo nadal sie kocha i ufa, byc moze tylko wspomnienie o nich, a jednak... Czy podjac kolejna wazka w skutki decyzje? Czy znow wszystko zaczynac od poczatku, znow szukac, aklimatyzowac sie, denerwowac sie tylko po to, aby za kilka miesiecy umrzec z tesknoty za Tralee? Czy jest gdzies jakies sensowne rozwiazanie tego dylematu?!
piątek, 27 października 2006
Dzien piaty
Dzien piaty. W sklepie zaczela sie masakryczna promocja. Dlaczego masakryczna? Jest kilka powodow. Dzis, czwartek, dzien, jakby nie patrzec, dosc busy, zrobilismy 52tys euro. Jak na nasza strone sklepu to baaaardzo duzo. Wole sobie nie wyobrazac, co bedzie jutro i w sobote. Drugi powod... Musialam zostac do 2. Sama. BO moje dziewczyny zrosterowane sa do godziny 0.30, wiec trzymac je moge tylko do 1.30. Chore Irlandzkie prawa... Tak wiec pani manager musiala zostac i dokoncyc wszystko sama. I tak zostawilam wszystko, co tylko nie wygladalo naprawde strasznie, bo juz nie moglam dluzej. TO piaty dzien bez przerwy, piate zamkniecie i z dnia na dzien jest gorzej. Im blizej konca tygodnia, tym mniej stafu mam. Jest zle. Dzis zostalam z 4 dziewczynami, kiedy zazwyczaj w nightpacku powinno byc siedem!A i staff dzienny sie nie popisal - trzy panny zadzwonily 'chore', reszta ma 'stare kontrakty' i po 10 zostac nie moze. A jutro... Jutro czeka mnie apokalipsa. Piatek byl zawsze trudnym dniem, ale teraz, przy naszej szalonej promocji bedzie strasznie. A na dodatek polowa dziewczyn ma jutro rozdanie dyplomow, podejrzewam wiec, ze wogole sie nie pojawia. I co, oni mi za to daja tylko 26tysiecy?! Jeden plus tego wszystkiego jest taki, ze chudne. W oczach. I teraz nie przesadzam. Spodnie mi spadaja, marynarka stala sie troche za szeroka. Wszystko na mnie wisi. AA to dopieor poczatek, swieta jeszcze daleko, jeszcze nie mamy sklepu otwartego 24/7 i nie krecimy dwunastek. Wszystko przed nami. Pewnie znikne:) Jutro nie bedzie tak zle. Jutro ktos mi bedzie towarzyszyl przy zamknieciu, a to powoduje delikatny usmiech. Zaskakujace, cieszy mnie, ze bede mogla kogos nauczyc kolejnych kilku slowek po polsku. I ze ten ktos chce sie uczyc... A wiec jutro moj kryzys bedzie oslodzony w trojnasob. Po pierwsze, jade po pracy do Dublina (tylko krotki prysznic, spakowac sie i spimy w samochodzie po drodze, kiedy Matte prowadzi),co oznacza tez, ze mam 5 dni wolnego - chyba. Po drugie, Kathryn chyba dostarczy Wielkiemu Szfowi swoje wymowienie, a przynajmniej certyfikat. Po dzisiejszych wydarzeniach miedzy tym dwojgiem bedzie to uczta dla moich oczu, zobaczyc jego reakcje. Nalezy sie, draniowi!! A po trzecie... Tak, bede miala kogos, kto zawsze potrafi poprawic mi chumor. Kto sie do mnie lekko przytuli na powitanie i powie zlamana polszczyzna 'Jak sie masz', a potem nie da w spokoju pracowac... Och, jakiez to bedzie mile!!!!!
No, ale to wszystko jtro. Teraz jeszcze tylko papieros, kiedy wszyscy juz spia, i do lozka na conajmniej 11 godzin. Na wiecej nie moge sobie pozwolic, bo na 4 do pracy. Ale chociaz to bedzie mile. Dobranoc!!
czwartek, 26 października 2006
Nietypowe wspominki
Jestem tu. Cholera, jak dlugo juz tu jestem? Czy jeszcze ktos pamieta, ze kiedys mnie tu nie bylo?! Czasem wydaje mi sie, ze jestem czescia tego swiata. Ze tu zylam cale zycie, a Polska to tylko odlegle wspomnienie bolu i cierpienia. Tesknota. Bo gdyby Polski nie bylo, nie tesknilabym. Ale jest. A ja... Ja jestem tu. W malym, zapyzialym Tralee, ktore kocham i ktorego nienawidze. Jestem tu - i tesknie za Polska, i tesknie za Dublinem. Jakbym nie mogla sie zdecydowac, za czem chce tesknic. Za dwa dni bede w Dublinie, za 60 - w Polsce. Kiedys, tam, bylam Ksiezniczka. Rozkapryszona, istotna dla wszystkich, dumna Ksiezniczka. I bylam jednym wielkim lekiem. Teraz... Teraz dla wszystkich jestem Malenstwem, Dzieckiem czy jak to tam nazwac (nie ze wzgledu na rozmiar, o nie!), ale nadal jestem Lekiem. Ja, czarka wypełniona płynem rdzeniowo - lękowym, kręgosłup strachu, panika do kwadratu, jestem teaz tu i tym razem nikt nie wie, ze sie boje. Bo juz nie mam nikogo, komu moglabym moja tajemnice zdradzic. Sa znajomi, przyjacele, jest nawt 'druga polowa', ale nie ma nikogo, komu mozna byloby to powiedziec. Z kim moznaby sie podzielic. nie ma nikogo, komu nowa ja moglaby zaufac. Podzielic sie swoja niepewnoscia o jutro, sym strachem, niechecia do budzenia sie rano i robienia czegokolwiek. Kiedys ta nowa ja probowala podzielic sie tym ze swoja 'druga polowa', ale ona, owa 'druga polowa' na wpol nieprzytomna ze zmeczenia, w lozku, zasypiajaca, warknela tylko: "Co ty pier...isz?!" I to bylo na tyle dzielenia sie z moja 'druga polowa'. I nadal sie obawiam. Dzis mam lek inny. Bo ktos zauwazyl, ze sie rumienie gdy rozmawiam z pewnym czlowiekiem przez telefon (nawet ja tego nie wiedzialam). Bo sama zauwazam, ze milo speda mi sie czas. Ze o pewnym czlowieku mysle troche czesciej niz o innych. A czlowiek ten zdaje sie myslec o mnie troche cieplej niz o innych ludziach.Ale to czlowiek nieodpowiedni. Nie, to nawet za malo powiedziane - to czlowiek niewlasciwy i wszystko inne na nie! A jednak nadal sie rumienie i glupiutko usmiecham, kiedy rozmawiam przez telefon. Mam nadzieje, ze nie robie tego 'na zywo'. I nawet gdybym... Nawet gdybym chciala cos z tego zrobic, to i tak nie wiem, jak. Bo ja nie umiem flirtowac. Moze to i dobrze....
To raczej typowe wspominki irlandzkie nie byly....
A teraz tak troche z innej beczki.
....WSPOMNIENIE.... Tak zimno nie bylo juz od dluzszego czasu. A moze to poprost ja nie wychodzilam na zewnatrz noca? Nawet alkohol krazacy w zylach nic nie dawal... Ale on szedl obok mnie i o czyms opowiadal, cholera wie, co chcial tak naprawde powiedziec. Marzł bardziej ode mnie - miał tylko sweter... taki miękki i wspaniale pachnący... choć wypił wystarczająco, aby zapalić ze mna papierosa, odrobina nikotyny wyczuwalna w tej aurze była tak podniecająca...
Kiedyś zabiję się, idąc obok niego. Przeżyłam taniec - kiedy przytulił mnie mocno i włożył nos w moją szyję... może powinnam popełnić samobójstwo? Czemu był tak piekielnie przystojny? Czemu tak się we mnie wpatrywał? Czemu czułam, że chciałby mnie pocałować? czemu odprowadzał mnie do domu, nie pozwalając zrobic tego G.? Czemu tak na mnie działał? 'Obiecaj mi, że się spotkamy przed wyjazdem' powiedział stojąc przed bramką. Obiecałabym wszystko za ten jeden pocałunek. Jak dorosła kobieta może się tak poniżyć? Wpatrywać się w kogoś z takim błaganiem w oczach? Z takim głodem w sercu? Może i pijana, lecz nieusprawiedliwiona. Po tylu latah czekania chciałam go wreszcie pocałować!! I on też tego chciał... 'Przyjadę do ciebie w październiku, wiesz? Bądź gotowa' 'Będę czekała' 'Muszę już iść. Wiesz o tym' Odwrócił się. Zostawił mnie samą. 'Tylko obiecaj mi, że się jeszcze spotkamy!' błagam, błagam, obiecaj mi to! Czy ten rozpaczliwy krzyk da coś? 'Kocham cię' i zniknął za rogiem. Ja ciebie też. Też, też, też. Euforia i łzy. No bo i po co mi to wyznanie? No bo i po co mi ta wiedza? Żeby mnie bardziej bolało? Żeby trudniej było przytulać się w nocy do M.? Żebym po raz kolejny musiała tłumaczyć sobie, dlaczego TK nigdy nie będzie mógł być ze mną a ja nigdy nie będę mogła być z nim? Dlaczego nie chcę być z nim? Nie chcę nie chcieć. Ale WIEM. Nie można mieć wszystkiego naraz. Czasem trzeba poświęcić coś dla czegoś. Czasem tylko ten uśmiech, taniec, dwa słowa muszą być wszystkim, na całe życie. Czasem człowiek kocha zbyt wiele rzeczy i osób naraz, aby wybrać. Ja ciebie też kocham.
|